Rozsądek czy szaleństwo…?

Z dużą radością i satysfakcją obserwuję coraz większą świadomość i chęć rodziców, nauczycieli oraz szkół do odkrywania i rozwijania w dzieciach zainteresowań i pasji. Aby poznawały swoje talenty i możliwości. Aby rozwijały i pielęgnowały swój indywidualizm. Niestety przeraża mnie to, w jaki sposób się to niejednokrotnie odbywa. Rodzice w szale odkrywania pasji swojego dziecka zapisują je na kolejne zajęcia dodatkowe. Na karate, na aikido, na konie, na eksperymenty, na robotykę, na chór, na tańce, na pianinko, na gimnastykę… I prawie codziennie widzę pędzących rodziców i popędzane dzieci (sama się czasem na tym łapię), które po ośmiu godzinach w szkole (mam na myśli głównie te małe, które nie wrócą do domu same) mają w planie jeszcze coś i jeszcze… A weekend? Też zajęty. Bo basen i warsztaty ceramiczne i teatralne i….

Naprawdę rozumiem i popieram chęci rodziców do wspierania dzieci w poznawaniu siebie i rozwoju. Ale gdzie miejsce na zabawę? Na kreatywność? Na naukę zarządzania swoim czasem i przestrzenią? Gdzie czas dla dzieci i rodziców?

Nie będę umoralniać i pouczać. Nie będę dzielić się kolejną teorią psychologiczną, pedagogiczną, ani socjologiczną. Zapraszam Was do dyskusji. Do podzielenia się swoimi przemyśleniami, ale przede wszystkim doświadczeniami, praktykami i własnymi sposobami za znalezienie złotego środka… W jaki sposób odkrywacie pasje u dzieci nie zarzucając ich kolejnymi godzinami zajęć? Jak wzmacniacie ich chęć do odkrywania siebie? Jak zachęcacie innych rodziców i nauczycieli, aby wspierali dzieci w swobodzie wyboru i decyzji?

Rodzice. Nauczyciele. Pedagodzy… Zabierzcie głos. Podzielcie się. Inspirujcie…

Masza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *