Skąd się biorą cele?

To miał być wpis o celu. Celu doskonałym. Czyli o tym, w jaki sposób wyznaczać sobie cel, aby jak najbardziej zwiększyć prawdopodobieństwo jego realizacji już na samym wstępie. Miało być narzędziowo, ale wyszło… marzycielsko. Czemu? Ponieważ sposobów na to, aby zrealizować cel jest wiele. Podstawowe według mnie są jednak dwie zasady: mieć marzenia i motywację do ich spełniania. Jeśli nie mam marzeń, to jaka ma być moja przyszłość? Co ma się w niej znaleźć? Dokąd zmierzam? Czego pragnę? Czego oczekuję? Co chcę doświadczyć i co przekazać dalej??

Brzmi banalnie – powiecie? I trochę jak na mowie motywacyjnej? Może tak jest. Czytajcie to jak Wam wygodnie. Jak chcecie i jak potrzebujecie. To będzie przykład. Banalny – zwłaszcza z perspektywy czasu. I podzielę się nim z Wami pomimo iż, i właśnie dlatego, że jest banalny. Aby pokazać niedowiarkom, że to, co w danej chwili wydaje nam się marzeniem i tylko marzeniem, może stać się celem, a w końcu doświadczeniem, przeżyciem, prawdą… jakkolwiek to nazwiecie.

Dzielę się tym, ponieważ jestem przekonana, że dopóki mam marzenia, wiem dokąd idę. Wiem co może mnie w życiu spotkać i co lub kogo mogę spotkać ja 🙂 Podzielę się z Wami jak zrealizowałam jedno ze swoich wielkich marzeń, które kiedyś wydawało mi się całkiem nierealne i miało pozostać w sferze marzeń na zawsze. Tę historię zna naprawdę niewiele bliskich mi osób.

Dawno, dawno temu, gdy byłam jeszcze nastolatką mój tata zaraził mnie zainteresowaniem starożytnym Egiptem. Czytałam, oglądałam, podziwiałam – głównie w książkach i telewizji. Ponieważ tatę pasjonowały również historie nie z tej ziemi, nieobcy był mu – a tym samym również mnie niejaki Däniken. Tu możecie się szczerze uśmiechnąć 😉 Ja również się uśmiecham na wspomnienie tych czasów. Do Polski dopiero napływały nowinki z Zachodu. Komputer? Owszem – Atari albo Amiga. Internet? A co to takiego??? Ładne zabawki, kolorowe książki?? W Pewexie!! (dla dociekliwych do sprawdzenia w Wikipedii). Wtedy właśnie zaczęło kiełkować moje marzenie: POJECHAĆ DO EGIPTU! Zobaczyć na własne oczy piramidy i Sfinksa. Poczuć zapach i skwar pustyni. Wówczas jedynymi krajami, który znałam poza Polską były – uwaga!!! Czechosłowacja i Węgry. Chociaż… jak tak wspominam, to Węgry chyba później miałam okazję poznać osobiście.

Marzyłam więc o Egipcie… Marzyłam już w szkole podstawowej (wówczas trwała 8 lat i nie było gimnazjum), przez szkołę średnią i marzyłam podczas studiów. Marzyłam, aż poznałam mojego aktualnego męża, który pokazał mi, że jeśli się czegoś chce, to można osiągnąć naprawdę wiele. Zaangażowaniem, wytrwałością, pracą, szukaniem możliwości… Wówczas Egipt nadal był tylko marzeniem. Bo kiedy wycieczki do Egiptu zaczęły pojawiać się w biurach podróży i zaczęły być ogólnie dostępne, to jednak konieczny do takiej wyprawy budżet dla mnie był wciąż nieosiągalny. Aż pewnego dnia, gdy planowaliśmy z ówczesnym wciąż jeszcze moim chłopakiem wakacje, stwierdziliśmy, że może zajrzymy do biura podróży i przyjrzymy się ofertom. I przeglądając katalog, Artur zatrzymał się na jednej ze stron, popatrzył na mnie i powiedział „To co? Egipt? Marzyłaś przecież!!!”. I chociaż koszt takiego wyjazdu nadal był wysoki, to zaczęliśmy szukać opcji… Może we wrześniu (bo taniej, niż w wakacje), może na tydzień (bo taniej, niż na dwa), może do Hurghady (bo wówczas taniej niż do Sharmu)… I w ten właśnie sposób moje marzenie stało się rzeczywistością!!! A kiedy już byliśmy na miejscu, mieliśmy odwagę do tego, aby kreować i spełniać kolejne marzenia – takie, o których wcześniej nawet nie mieliśmy odwagi pomyśleć. Wtedy, w Egipcie wydarzyło się jeszcze wiele wspaniałych rzeczy. Wiele poznałam. Wiele zobaczyłam. Wiele doświadczyłam…

Z perspektywy czasu mogę śmiało przyznać, że spełnienie tego jednego marzenia dało mi ogromną odwagę, aby marzyć. I aby chociaż próbować spełniać swoje marzenia. Mam kilka dużych i wiele małych. I nawet jeśli znaczna ich część jeszcze się nie spełniła, to być może któregoś dnia….

Bo czy nie jest często tak, że zaczyna się od… chciałabym… chciałbym… jak dobrze by było….?? I kiedy zaczynacie tak myśleć, nagle okazuje się, że jest to możliwe. Przykładów mam wiele. Napiszę jeszcze o nich…

O marzeniach, celach i działaniu pisał też w swoim „Ostatnim wykładzie” Randy Pausch. Książkę tę polecił mi znakomity trener podczas szkolenia z motywacji. Dzisiaj polecam ją Wam, bo kiedy zaczęłam czytać jej fragment, nie mogłam się oderwać! Zajrzyjcie, jeśli ten temat Was „rusza” :).

A tymczasem nie bójcie się marzyć. Miejcie odwagę kreować marzenia i je spełniać. Powodzenia!!!

P.S. Więcej o wspomnianym na wstępie celu doskonałym już wkrótce. Teraz będę zachwycać się odkopanymi z dalekiej przeszłości zdjęciami z mojego pierwszego wyjazdu do Egiptu 🙂

Masza

Zdjęcia:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *